ADULTYZM. Topografia nierówności – odc. 5

ADULTYZM

Dorośniesz, to zrozumiesz

„Nie odzywaj się, gdy dorośli rozmawiają.”
„Jesteś za młody, żeby o tym decydować.”
„Poczekamy, aż dorośniesz.”
„To tylko taki wiek.”
„Przesadzasz.”

Wiele osób słyszało podobne zdania jako dzieci lub nastolatki. Traktowaliśmy je jako element dorastania, nie przyszłoby nam do głów, że mogą być przejawem zjawiska zwanego adultyzmem, którego nazwa pochodzi od angielskiego słowa adult (dorosły).
Adultyzm był zjawiskiem tak powszechnym, że nie funkcjonował jako odrębne pojęcie; postrzegano go jako naturalny element procesu wychowawczego.
„Dzieci i ryby głosu nie mają„, nierzadko wypowiadane z uśmiechem, sprawiało wrażenie niewinnego żartu. W rzeczywistości niosło ze sobą istotny komunikat: nie zabieraj głosu niepytany, nie dyskutuj i nie sprzeciwiaj się dorosłym.

Czym jest adultyzm?

Adultyzm to dyskryminacja dzieci i młodzieży wynikająca z przekonania, że sam fakt bycia dorosłym daje większe prawo do decydowania, oceniania i wiedzy. Opiera się na założeniu, że młody człowiek z definicji wie mniej, rozumie mniej i nie jest zdolny do odpowiedzialnego współdecydowania także o sprawach, które go dotyczą.
Oczywiście, dzieci potrzebują jasnych zasad. Problem pojawia się jednek w momencie, gdy szacunek zostaje utożsamiony z bezwarunkowym posłuszeństwem, a autorytet opiera się wyłącznie na wieku. W takiej relacji słuszność nie wynika z argumentów ani wiedzy, lecz z samej metryki.
Takie przekonania często pozostają z nami na długie lata. U niektórych utrudniają zadawanie pytań, u innych – wyrażanie własnego zdania, a jeszcze u innych odbierają odwagę, by powiedzieć: „Nie zgadzam się”. Tymczasem dojrzałość nie polega na automatycznym przyznawaniu racji starszym, lecz na umiejętności rzetelnej analizy argumentów – niezależnie od wieku osoby, która je przedstawia.

Adultyzm w codziennym życiu

Rodzice podejmują decyzje dotyczące dziecka, nie pytając go o zdanie, nawet jeśli jest ono wystarczająco dojrzałe, by je wyrazić.
Nauczyciel z góry zakłada, że uczeń przesadza lub szuka wymówki.
Lekarz bagatelizuje objawy nastolatka, uznając je za „burzę hormonów” albo „okres dojrzewania”, zamiast uważnie wysłuchać pacjenta.
W pracy młody pracownik przez wiele miesięcy nie otrzymuje odpowiedzialnych zadań wyłącznie dlatego, że „musi nabrać lat”, mimo że posiada odpowiednią wiedzę i umiejętności.
W debacie publicznej młodzi ludzie angażujący się społecznie bywają przedstawiani jako naiwni idealiści, których poglądy nie zasługują na poważne traktowanie.

Kiedy młodzi przestają mówić

Jednym z najpoważniejszych skutków adultyzmu jest to, że młodzi ludzie przestają wierzyć, iż warto zabierać głos. Skoro przez lata słyszą, że „nie wiedzą”, „nie rozumieją” albo „są za młodzi”, zaczynają w to wierzyć. Rezygnują z zadawania pytań, wyrażania opinii i podejmowania inicjatywy.
To zjawisko przypomina mechanizm obecny w wielu innych formach dyskryminacji, gdzie zewnętrzne stereotypy z czasem stają się wewnętrznym przekonaniem.

Paradoks wieku

Adultyzm ma jeszcze jedną niezwykłą cechę. Większość z nas doświadcza go tylko przez pewien etap życia, bo potem sami stajemy się dorosłymi. Paradoks polega na tym, że wiele osób, które jako dzieci słyszały: „Jesteś za młody”, kilkadziesiąt lat później usłyszy: „Jesteś za stary”.
Najpierw ogranicza nas zbyt mała liczba lat. Później – zbyt duża. W obu przypadkach problemem nie są nasze kompetencje, doświadczenie czy możliwości, ale data urodzenia – i tu płynnie przechodzimy do ageizmu.

Co możemy zrobić?

Przeciwdziałanie adultyzmowi nie oznacza oddania dzieciom pełnej odpowiedzialności za wszystkie decyzje, oznacza coś znacznie prostszego – a jednocześnie dla wielu niezwykle trudnego:
– słuchanie,
– traktowanie młodych ludzi z szacunkiem,
– wyjaśnianie zamiast uciszania,
– umiejętność przeproszenia,
– pytanie o zdanie, nawet jeśli ostateczna decyzja należy do dorosłego.

Dzieci i młodzież nie potrzebują świata, w którym zawsze mają rację. Potrzebują świata, w którym ich głos jest traktowany poważnie.
Każdy dorosły był kiedyś dzieckiem. Być może pamięta nawet moment, gdy poczuł, że nikt go nie słucha, że jego emocje są bagatelizowane albo że nie dano mu szansy tylko dlatego, że miał zbyt mało lat.
Dlatego warto od czasu do czasu zadać sobie proste pytanie:
Czy naprawdę nie zgadzam się z tym młodym człowiekiem…? Czy tylko trudno mi zaakceptować, że się mylę…

AGEIZM. Topografia nierówności – odc. 4

AGEIZM

Kiedy wiek staje się etykietką

„Jesteś za młoda, żeby o tym decydować.”
„W twoim wieku nie wypada.”
„Na studia? Teraz?”
„Po pięćdziesiątce nikt już nie zmienia pracy.”

Większość z nas choć raz usłyszała podobne zdanie. Czasem wypowiedziane żartem, czasem z troski, a czasem całkiem serio. Łączy je jedno: przekonanie, że wiek wyznacza granice naszych możliwości, aspiracji i miejsca w społeczeństwie. To właśnie ageizm.

Czym jest ageizm?

Ageizm (ang. ageism) to dyskryminacja, stereotypizacja lub nierówne traktowanie ludzi ze względu na wiek. Może dotyczyć zarówno osób starszych, jak i młodszych, choć najczęściej odnosi się do osób w wieku senioralnym. Często przejawia się w pozornie niewinnych komentarzach, decyzjach podejmowanych „dla czyjegoś dobra” lub w założeniu, że wiek automatycznie określa kompetencje, potrzeby czy możliwości człowieka.
W praktyce sprowadza się do jednego komunikatu: „Twój wiek mówi o Tobie więcej niż Ty sam.”

Najłatwiej zauważyć go na rynku pracy. Kandydat po pięćdziesiątce słyszy, że firma szuka „dynamicznego zespołu”. Kobieta wracająca na rynek pracy po wychowaniu dzieci dowiaduje się, że „trudno będzie się odnaleźć”. Mężczyzna przed emeryturą przestaje być wysyłany na szkolenia, bo „i tak niedługo odejdzie”. Jednocześnie młodzi pracownicy bywają traktowani jako osoby niedoświadczone, którym nie warto powierzać odpowiedzialnych zadań, mimo że posiadają odpowiednie kompetencje.

Ageizm obecny jest także w ochronie zdrowia. Ból, smutek czy pogorszenie pamięci bywają bagatelizowane jako „normalne w tym wieku”, zamiast stać się przedmiotem rzetelnej diagnostyki.
W mediach i reklamach młodość przedstawiana jest jako synonim sukcesu, atrakcyjności i rozwoju. Starzenie się staje się problemem, który należy ukryć, spowolnić lub odwrócić. Ageizm widoczny jest też w codziennym języku:

„Babcia sobie nie poradzi.”
„Dziadek już nie zrozumie nowych technologii.”
„Młodzi są roszczeniowi.”
„To tylko bunt nastolatka.”

Każde z tych zdań odbiera człowiekowi indywidualność i zastępuje ją stereotypem.

Czy naprawdę stać nas na rezygnację z doświadczonych pracowników?

Jak wspomniano, jednym z najbardziej widocznych przejawów ageizmu jest sposób, w jaki część organizacji postrzega pracowników po pięćdziesiątym roku życia. Wciąż pokutuje przekonanie, że są mniej elastyczni, gorzej odnajdują się w nowych technologiach, niechętnie się uczą i wkrótce odejdą na emeryturę; tymczasem badania i doświadczenia wielu pracodawców pokazują znacznie bardziej złożony obraz.

Pracownicy z wieloletnim doświadczeniem wnoszą do organizacji coś, czego nie da się szybko wykształcić ani kupić na rynku: znajomość branży, umiejętność przewidywania konsekwencji decyzji, odporność na stres wynikająca z przeżytych kryzysów, zdolność rozwiązywania konfliktów czy budowania relacji z klientami są efektem lat praktyki.
Zazwyczaj znajdują się również na innym etapie życia. Wiele osób ma już odchowane dzieci, ustabilizowaną sytuację życiową i jasno określone priorytety. Rzadziej zmieniają pracę pod wpływem chwilowych trendów, częściej cenią stabilność, jakość współpracy i możliwość wykorzystania swoich kompetencji. Dysponują większą swobodą czasową, rozwijają pasje, inwestują w edukację i chętnie dzielą się wiedzą z młodszymi współpracownikami.

Paradoks polega na tym, że firmy często mówią o zarządzaniu wiedzą i budowaniu kultury mentoringu, a jednocześnie pozbywają się osób, które tę wiedzę posiadają. W efekcie wraz z odejściem jednego pracownika organizacja traci nie tylko jego stanowisko, ale także lata doświadczeń, relacje z klientami, znajomość procesów i nieformalną wiedzę, której nie da się zapisać w instrukcji.
W świecie starzejącego się społeczeństwa pytanie nie powinno brzmieć: „Czy warto zatrudniać osoby po pięćdziesiątce?”, ale raczej: „Czy naprawdę możemy sobie pozwolić na marnowanie ich potencjału?”

Trudnym tematem są przepisy stworzone z myślą o ochronie pracowników w wieku przedemerytalnym, bowiem mogą niekiedy przynosić skutek odwrotny do zamierzonego. Część pracodawców, obawiając się ograniczonych możliwości rozwiązania umowy o pracę w okresie ochronnym, niechętnie zatrudnia osoby zbliżające się do tego wieku. Oczywiście nie oznacza to, że sama idea ochrony jest błędna. Powstała po to, aby zabezpieczyć osoby, które utraciwszy pracę na krótko przed emeryturą, mogłyby mieć szczególne trudności z ponownym zatrudnieniem. Warto jednak zastanowić się, czy obecne rozwiązania zawsze realizują ten cel i czy nie prowadzą jednocześnie do niezamierzonych barier już na etapie rekrutacji.
Podobna zresztą sytuacja dotyczy młodych kobiet, które stykają się dyskryminacją rekrutacyjną, między innymi z powodu przepisów dotyczących kumulacji urlopu wypoczynkowego czy ograniczenia elastyczności kadrowej firmy.

To przykłady sytuacji, w której dobrze zaprojektowane intencje wymagają ciągłej oceny skutków. Bo najlepsza ochrona to taka, która rzeczywiście zwiększa szanse człowieka na rynku pracy, a nie sprawia, że staje się on kandydatem, którego część pracodawców omija już na starcie.

Najtrudniejsza odmiana ageizmu – ta, którą nosimy w sobie

Najbardziej podstępny ageizm nie zawsze przychodzi z zewnątrz. Nasiąkając tym, co słyszy z zewnątrz, człowiek z czasem zaczyna powtarzać społeczne przekazy sam sobie.

„Jestem za stara, żeby nauczyć się języka.”
„Za późno na studia.”
„Za późno na własną firmę.”
„Już nie wypada zmieniać zawodu.”
„To hobby jest dla młodych.”
„Marzenia mają termin ważności.”

To właśnie zinternalizowany ageizm, czyli sytuacja, w której stereotypy społeczne stają się własnym sposobem myślenia. Człowiek nie potrzebuje już nikogo, kto będzie go ograniczał – zrobi to sam.

Rezygnuje z kursów, choć chciałby się rozwijać. Nie wysyła CV, mimo że czuje wypalenie zawodowe. Nie zapisuje się na zajęcia taneczne, nie uczy się nurkowania, nie zakłada firmy, nie wyjeżdża w podróż, nie farbuje włosów.
Nie dlatego, że nie może. Dlatego, że uwierzył, że „nie wypada”.

Cena stereotypów

Ageizm ma konsekwencje nie tylko dla pojedynczych osób, ale dla całego społeczeństwa, bez względu na to czy dotyczy osób uznawanych za „zbyt młode” lub „za stare”.

  • Powoduje utratę doświadczenia i potencjału zawodowego.
  • Pogłębia samotność osób starszych.
  • Obniża poczucie własnej wartości i sprawczości.
  • Wpływa na zdrowie psychiczne, zwiększając ryzyko depresji, wycofania społecznego i poczucia bezużyteczności.
  • Odbiera młodym ludziom możliwość udowodnienia swoich kompetencji, zamykając ich w stereotypie „braku doświadczenia”.

W efekcie tracimy wszyscy.

Jak przeciwdziałać ageizmowi?

Pierwszym krokiem jest uważność na własny język i przekonania.

Czy naprawdę ktoś jest „za stary” na zmianę pracy?
Czy istnieje wiek graniczny dla nauki?
Czy pasja ma datę ważności?

Coraz więcej badań pokazuje, że mózg zachowuje zdolność uczenia się przez całe życie. Zmiana zawodowa po pięćdziesiątce, rozpoczęcie studiów po sześćdziesiątce czy rozwijanie nowych pasji po przejściu na emeryturę przestają być wyjątkami; stają się naturalnym elementem współczesnego życia. Być może największym wyzwaniem nie jest więc metryka, lecz przekonania, które od lat nosimy w głowie.

Wiek nie jest miarą człowieka

Starzenie się jest jedyną formą dyskryminacji, która – jeśli dopisze nam szczęście – dotknie każdego z nas. Dlatego walka z ageizmem nie jest walką o prawa jednej grupy, jest walką o nasze własne jutro.

Bo wiek mówi tylko, ile czasu żyjemy. Nie mówi, ile mamy odwagi, ile jeszcze możemy się nauczyć, ile marzeń wciąż czeka na spełnienie. I na szczęście nie on powinien o tym decydować.

FATFOBIA. Topografia nierówności – odc. 3

krytyka nadwagi

FATFOBIA

Gdy masa ciała staje się powodem nierównego traktowania

Fatfobia to uprzedzenia, stereotypy i dyskryminacja wobec osób z nadwagą lub otyłością, przejawiająca się zarówno w indywidualnych zachowaniach, jak i w funkcjonowaniu instytucji czy społeczeństwa. Nie dotyczy wyłącznie obraźliwych komentarzy; może też wpływać na dostęp do pracy, ochrony zdrowia, edukacji czy codziennych aktywności.

Jak wygląda fatfobia?

Fatfobia często przybiera takie formy, jak:

  • przypisywanie osobom z większą masą ciała lenistwa, braku silnej woli czy niekompetencji,
  • ocenianie ich wyłącznie przez pryzmat wyglądu,
  • wykluczanie z życia społecznego lub zawodowego,
  • nieproszone komentarze dotyczące wagi i sposobu odżywiania,
  • żarty i memy utrwalające negatywne stereotypy.

Może pojawiać się również w przestrzeni publicznej, np. gdy fotele, siedzenia czy ubrania projektowane są wyłącznie z myślą o osobach o określonych wymiarach.

Fatfobia w ochronie zdrowia

Jednym z najpoważniejszych obszarów, gdzie osoby z nadwagą lub otyłością spotykają się z dyskryminacją, a co najmniej ze stereotypowym podejściem, jest opieka zdrowotna. Zdarza się, że zgłaszane dolegliwości są automatycznie wiązane z masą ciała, co może opóźniać właściwą diagnozę i leczenie. W efekcie część osób unika kontaktu z lekarzem z obawy przed oceną lub zawstydzaniem; a w powszechnie dostępnych badaniach ankietowych opisano odkładanie wizyt lekarskich, mniejsze zaufanie do personelu medycznego i gorsze przestrzeganie zaleceń terapeutycznych.

Skutki

Doświadczanie fatfobii może prowadzić do:

  • obniżenia poczucia własnej wartości,
  • przewlekłego stresu,
  • izolacji społecznej,
  • zaburzeń odżywiania,
  • rezygnacji z aktywności fizycznej lub korzystania z opieki medycznej.


Stygmatyzacja nie motywuje do zmiany stylu życia, przeciwnie, pogarsza dobrostan psychiczny i utrudnia podejmowanie działań sprzyjających zdrowiu.
Przegląd obejmujący 242 badania (A systematic review of weight stigma and disordered eating cognitions and behavior, Body Image, sciencedirec.com) wykazał związek między stygmatyzacją związaną z masą ciała a zaburzeniami odżywiania, napadami objadania się, niezadowoleniem z własnego ciała i innymi niekorzystnymi zachowaniami żywieniowymi.

Wzorce piękna a odpowiedzialność mediów i marek

Przez lata media, reklama i branża modowa promowały wąski kanon piękna, utożsamiając atrakcyjność z określonym rozmiarem ciała. Taki przekaz wpływa na sposób, w jaki postrzegamy siebie i innych, zwłaszcza w okresie dorastania. Na szczęście w ostatnich latach można zaobserwować pozytywną zmianę, bowiem coraz więcej firm odzieżowych prezentuje swoje kolekcje na modelkach i modelach o różnych typach sylwetki. To nie tylko ułatwia klientom ocenę, jak ubranie będzie wyglądało na osobie o podobnej budowie ciała, ale także wysyła ważny społeczny komunikat: różnorodność jest czymś naturalnym. Takie działania zasługują na uznanie, ponieważ pomagają przełamywać stereotypy i zmniejszają presję dopasowania się do nierealistycznych wzorców wyglądu, a kontakt z bardziej zróżnicowanymi reprezentacjami ciała może sprzyjać większej akceptacji własnego wyglądu i poprawie obrazu ciała.

Fatfobia a zaburzenia odżywiania

Okres dorastania to czas szczególnej wrażliwości na ocenę wyglądu. Młode kobiety i dziewczęta, które doświadczają zawstydzania z powodu masy ciała lub dorastają w otoczeniu promującym nierealistyczne ideały szczupłości, są bardziej narażone na rozwój zaburzeń odżywiania takich jak anoreksja czy bulimia oraz niebezpiecznych zachowań, typu restrykcyjne diety, napady objadania się czy kompensacyjne metody kontroli masy ciała. Coraz więcej badań pokazuje również, że media społecznościowe mogą wzmacniać presję dotyczącą wyglądu i pogłębiać niezadowolenie z własnego ciała.

Czy mówienie o fatfobii oznacza negowanie problemów zdrowotnych?

Nie. Nadwaga i otyłość mogą wiązać się z ryzykiem wielu chorób i warto o tym rozmawiać. Nalezy jednak pamietać, że troska o zdrowie nie może oznaczać zawstydzania, wyśmiewania czy gorszego traktowania drugiego człowieka. Można jednocześnie mówić o profilaktyce zdrowotnej i sprzeciwiać się dyskryminacji. Szacunek oraz empatia nie wykluczają rozmowy o zdrowiu, ale są jej ważnym elementem.

Dlaczego warto znać to pojęcie?

Fatfobia to nie tylko kwestia języka. To zjawisko, które wpływa na relacje, decyzje zawodowe, jakość opieki zdrowotnej i codzienne doświadczenia wielu osób. Świadomość istnienia tego rodzaju dyskryminacji pomaga budować społeczeństwo, w którym człowiek oceniany jest przez swoje kompetencje, zachowanie i wartości, a nie wyłącznie przez wygląd.

Ciałopozytywność jako odpowiedź na wykluczenie

Jedną z odpowiedzi na fatfobię stał się ruch ciałopozytywności (body positivity), którego celem jest promowanie szacunku wobec ludzi niezależnie od wyglądu, rozmiaru czy sprawności ciała. Nie oznacza on negowania znaczenia zdrowia ani zachęcania do rezygnacji z troski o siebie. Przypomina natomiast, że wartość człowieka nie zależy od liczby na wadze. Współcześnie coraz częściej mówi się także o neutralności wobec ciała (body neutrality), która zachęca do postrzegania ciała przede wszystkim przez pryzmat jego funkcji i możliwości, a nie wyglądu. Oba podejścia sprzyjają budowaniu zdrowszej relacji z własnym ciałem i ograniczaniu skutków stygmatyzacji.

ABLEIZM. Topografia nierówności – odc. 2

ABLEIZM

Nie wszystkie bariery są widoczne na pierwszy rzut oka. Niektóre nie mają postaci murów, zakazów czy zamkniętych drzwi, lecz kryją się w naszych założeniach dotyczących tego, jak powinien wyglądać „normalnie” funkcjonujący człowiek. Właśnie z takich przekonań wyrasta ableizm: jedna z najrzadziej nazywanych, a jednocześnie najbardziej powszechnych form dyskryminacji.
Ableizm dotyczy sposobu, w jaki społeczeństwo postrzega osoby z niepełnosprawnościami oraz wszystkich tych, których sprawność fizyczna, sensoryczna, intelektualna lub psychiczna odbiega od przyjętej normy.

Samo pojęcie pochodzi od angielskiego słowa „able” oznaczającego „sprawny” lub „zdolny”. Ableizm opiera się na przekonaniu, że pełna sprawność jest standardem, a osoby niespełniające tego kryterium, będąc w pewnym stopniu mniej samodzielne (chociaż niekoniecznie), traktowane są jako mniej kompetentne lub mniej wartościowe. Choć takie poglądy rzadko są dziś wyrażane wprost, ich konsekwencje można dostrzec w wielu obszarach życia; od edukacji i rynku pracy po media, kulturę i przestrzeń publiczną.

Ableizm często działa subtelnie. Objawia się wtedy, gdy dostępność traktowana jest jako dodatkowy przywilej zamiast podstawowego prawa. Gdy zakłada się, że każdy widzi, słyszy, porusza się, komunikuje i uczy w taki sam sposób. Gdy osoba z niepełnosprawnością staje się „inspiracją” tylko dlatego, że żyje zwyczajnym życiem, albo przeciwnie: gdy mówi się o niej wyłącznie przez pryzmat ograniczeń.

Jak rozpoznać ableizm?
  • gdy zakładamy, że osoba z niepełnosprawnością potrzebuje pomocy, zanim o nią poprosi,
  • gdy oceniamy jej możliwości na podstawie diagnozy,
  • gdy dostępność traktujemy jako udogodnienie, a nie prawo,
  • gdy mówimy o człowieku wyłącznie przez pryzmat jego niepełnosprawności.
gdzie możemy spotkać się z ableizmem?
Wszędzie
W przestrzeni publicznej
  • Urząd znajduje się na piętrze bez windy. Formalnie każdy może załatwić sprawę, ale część osób nie ma realnej możliwości wejścia do budynku.
  • Komunikaty na dworcu są przekazywane wyłącznie przez głośniki lub wyłącznie na ekranach, przez co osoby źle- lub niesłyszące, nie mogą z nich skorzystać.
  • Restauracja ma schody przy wejściu.
W pracy
  • Kandydatka poruszająca się na wózku słyszy podczas rozmowy rekrutacyjnej: „To stanowisko jest bardzo wymagające”, choć jej niepełnosprawność nie wpływa na wykonywanie obowiązków.
  • Pracownik w spektrum autyzmu jest oceniany jako „niezaangażowany” albo „trudny”, zamiast otrzymać odpowiednie wsparcie organizacyjne.
  • Zakłada się, że osoba z niepełnosprawnością nie będzie zainteresowana – gorzej – że sobie nie poradzi – z awansem lub odpowiedzialnymi zadaniami. Tak, jakby np. zaburzenia chodu miały wpływ na spawność umysłową. Brzmi absurdalnie, ale niestety jest powszechne.
W edukacji
  • Uczeń z dysleksją słyszy, że „musi bardziej się postarać”.
  • Szkoła organizuje wydarzenia bez uwzględnienia potrzeb uczniów z niepełnosprawnościami.
  • Dziecko niewidome lub słabowidzące nie otrzymuje materiałów w dostępnej formie.
W języku
  • Używanie określeń typu „kaleka”, „inwalida”, „sprawny inaczej”, bez refleksji nad ich znaczeniem.
  • Traktowanie niepełnosprawności jako obelgi: „Ślepy jesteś?”, „To jakiś autyzm”, „Chodzisz jak kaleka”.
W mediach

To jest bardzo ciekawy przykład, osoby z niepełnosprawnościami często są bowiem przedstawiane na dwa skrajne sposoby:

  • jako bohaterowie pokonujący przeciwności losu,
  • albo jako osoby wymagające współczucia i pomocy.

Znacznie rzadziej pokazuje się je po prostu jako ludzi: rodziców, pracowników, przedsiębiorców, sąsiadów czy aktywistów, którymi zwyczajnie są.

„Życzliwy ableizm”

To często najbardziej zaskakująca część:

  • mówienie do osoby z niepełnosprawnością intelektualną jak do dziecka,
  • zwracanie się do opiekuna zamiast bezpośrednio do osoby zainteresowanej,
  • chwytanie czyjegoś wózka bez pytania i „pomaganie”,
  • chwalenie dorosłej osoby za wykonywanie zwykłych czynności: „Jakie to inspirujące, że sama robi zakupy”.

To ostatnie może wydawać się miłe, ale często sprowadza człowieka do jego niepełnosprawności.

Współczesne podejście do niepełnosprawności coraz częściej odchodzi od pytania: „co jest nie tak z tą osobą?”, a kieruje uwagę na inne: „jakie bariery tworzy otoczenie?”. To perspektywa, która pozwala dostrzec, że problemem nie zawsze jest indywidualna kondycja człowieka, lecz społeczeństwo zaprojektowane bez uwzględnienia ludzkiej różnorodności.

Dlatego rozmowa o ableizmie nie jest wyłącznie rozmową o osobach z niepełnosprawnościami. To rozmowa o tym, jak definiujemy normę, komu przyznajemy pełne uczestnictwo w życiu społecznym i czy potrafimy budować świat uwzględniający potrzeby wszystkich ludzi. Tak jak inne formy dyskryminacji, ableizm nie zaczyna się od złej woli. Zaczyna się od przekonań, które uznajemy za oczywiste – i właśnie dlatego tak trudno go dostrzec.

DYSKRYMINACJA. Topografia nierówności – odc. 1

DYSKRYMINACJA

Dyskryminacja to zjawisko społeczne polegające na nierównym traktowaniu ludzi ze względu na określone cechy, takie jak płeć, wiek, pochodzenie, kolor skóry, niepełnosprawność, wyznanie, orientacja seksualna czy status społeczny. Choć często kojarzy się z otwartą wrogością, w praktyce bywa dużo subtelniejsza i ukryta w codziennych zachowaniach, języku czy decyzjach podejmowanych w pracy, szkole lub życiu społecznym.

Psychologia społeczna wskazuje, że dyskryminacja często wynika z mechanizmów uproszczonego postrzegania świata. Ludzki mózg naturalnie tworzy stereotypy, aby szybciej porządkować informacje. Problem pojawia się wówczas, gdy stereotyp zaczyna zastępować rzeczywiste poznanie człowieka. W efekcie człowiek przestaje być oceniany przez swoje kompetencje, charakter czy działania, a zaczyna przez pryzmat grupy, do której niejako został przypisany.

Doświadczenie dyskryminacji wiąże się ze zwiększonym poziomem stresu, obniżeniem poczucia własnej wartości, wycofaniem społecznym oraz wyższym ryzykiem depresji i zaburzeń lękowych, a także problemów zdrowotnych związanych z długotrwałym napięciem emocjonalnym. Co ważne, skutki odczuwają nie tylko osoby bezpośrednio dyskryminowane, ale całe społeczeństwo – poprzez wzrost podziałów, napięć i utratę potencjału ludzi, którzy nie otrzymują równych szans.

Współczesne podejście do przeciwdziałania dyskryminacji opiera się przede wszystkim na edukacji, rozwijaniu empatii i budowaniu świadomości społecznej. Coraz częściej podkreśla się, że różnorodność nie jest zagrożeniem, lecz wartością, ponieważ społeczeństwa otwarte na odmienność są bardziej innowacyjne, stabilne i odporne społecznie.

Dyskryminacja nie zawsze zaczyna się od wielkich aktów przemocy. Często zaczyna się od żartu, stereotypu, wykluczenia lub obojętności. Dlatego tak ważne jest, by uczyć się zauważać ją również tam, gdzie wydaje się „normalna” lub „niewinna”. Zmiana społeczna zaczyna się bowiem od codziennych postaw pojedynczych ludzi.

Topografia nierówności. Słownik (nie)codziennych „-izmów”

Nie przychodzimy na świat w próżni. Rodzimy się wewnątrz gotowych systemów znaczeń, wśród siatki norm, które podpowiadają, jakie ciało jest „funkcjonalne”, jaka płeć „czytelna”, a która ścieżka życiowa „racjonalna”. Na co dzień normy rzadko przybierają formę twardych zakazów, częściej ukrywają się w języku korzyści, pod hasłami takimi jak „standard”, „optymalizacja” czy po prostu „normalność”.

Następuje internalizacja, co oznacza, że to, co zewnętrzne i kulturowe, staje się naszym wewnętrznym głosem, a „prawdy znane od zawsze” oczywistością. Tak utrwalają się „-izmy”: seksizm, rasizm, ageizm, ableizm czy klasizm. Większość uprzedzeń nie manifestuje się w wielkich deklaracjach, lecz w mikroagresjach i architekturze świata, który jednych zaprasza, a innym stawia niewidzialne bariery.

Nasz cykl pt. Topografia nierówności. Słownik (nie)codziennych „-izmów” to próba nakreślenia mapy mechanizmów, które organizują życie społeczne tak głęboko, że stają się przezroczyste, przy czym nie chodzi o mnożenie etykiet, ale o odzyskanie uważności. Nierówności bowiem rzadko zaczynają się od ideologii – często biorą początek w jednym, usypiającym czujność zdaniu: „Przecież taki jest naturalny porządek rzeczy”.

Słownik jest odpowiedzią na wnioski płynące z własnych obserwacji oraz analizy raportów dotyczących społecznych wykluczeń. Pokazują one, że wiele pojęć, funkcjonujących w powszechnym obiegu, bywa postrzeganych jedynie przez pryzmat poprawności politycznej i stereotypów. Tracą przy tym swój pierwotny kontekst, czyli realne doświadczenie dyskryminacji i rzeczywistych trudności, z jakimi zmagają się osoby dotknięte nierównym traktowaniem.

Zachęcamy do śledzenia publikacji.