KSENOFOBIA – Topografia nierówności – odc. 6

KSENOFOBIA

Nic do nich nie mam, ale…


Ksenofobia kojarzy się przede wszystkim z jawną niechęcią wobec cudzoziemców: agresją, pogardą, obraźliwymi komentarzami, wrogością wobec ludzi o innym pochodzeniu czy kulturze. Tymczasem jej mniej oczywiste formy są znacznie bardziej dyskretne; dlatego łatwiej przechodzą niezauważone.
Ksenofob nie zawsze mówi: „Nie chcę cię tutaj”. Czasem mówi: „W zasadzie nic do ciebie nie mam, ALE…”. I właśnie to „ale” bywa interesujące.

Ksenofobia to niechęć, uprzedzenie lub wrogość wobec osób postrzeganych jako obce, najczęściej ze względu na ich narodowość, pochodzenie, kulturę czy język. Samo słowo pochodzi z greki: xenos oznacza „obcy”, a phobos – „lęk”. Nie chodzi więc wyłącznie o nienawiść. U źródeł mogą leżeć nieufność, dystans, poczucie zagrożenia czy przekonanie, że „obcy” narusza porządek, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.
Rzecz jasna, nie każdy, kto odczuwa dyskomfort wobec tego, czego nie zna, jest ksenofobem. Lęk przed nieznanym jest jednym z ludzkich mechanizmów adaptacyjnych; problem zaczyna się wówczas, gdy pojedynczy człowiek przestaje być postrzegany jako jednostka, a zaczyna być traktowany przede wszystkim jako przedstawiciel grupy, której przypisuje się z góry określone cechy. Bo wtedy konkretny człowiek znika. Zostaje „Ukrainiec”, „Arab”, „Niemiec”, „imigrant”, „uchodźca”, „muzułmanin” czy po prostu „obcy”, a wraz z etykietą pojawiają się gotowe oczekiwania.

Stereotyp lubi skróty

Ludzki umysł nieustannie upraszcza rzeczywistość; dzięki temu nie trzeba za każdym razem od nowa analizować docierających informacji. Poznając jedną osobę z określonego kraju, można się czegoś o niej dowiedzieć – czegoś konkretnego. Nie poznaje się jednak w ten sposób całego narodu, kultury ani grupy społecznej.
Mimo to, niektórym bardzo łatwo przejść od „znam człowieka, który…” do „oni tacy są”. Jeden nieuczciwy pracownik staje się dowodem na nieuczciwość całej grupy. Jedno przykre doświadczenie z cudzoziemcem zaczyna uzasadniać nieufność wobec wszystkich osób jego narodowości. Jedna informacja zasłyszana w mediach zostaje potraktowana jak wiedza o milionach ludzi.
Stereotyp jest wygodny, ponieważ nie wymaga bliższego poznawania człowieka – wystarczy zaklasyfikować go do odpowiedniej kategorii.

Ksenofobia codzienna

Nierzadko zdarza się, że dana osoba nie uważa się za ksenofobiczną, jednak jej zachowanie opiera się na założeniu, że „obcy” jest kimś gorszym, mniej godnym zaufania albo po prostu mniej pożądanym.
„Nie jestem ksenofobem, ale nie chciałbym mieć takiego sąsiada.”
„Nie mam nic przeciwko cudzoziemcom, ale powinni mówić po polsku.”
„Niech pracują, ale najpierw powinni zadbać o naszych.”
„To nic osobistego, po prostu wolę wynająć mieszkanie Polakowi.”
„Nic do nich nie ma mam, ale nie wyobrażam sobie, żeby moja córka związała się z Murzynem”.

Każde z tych zdań może mieć zupełnie różny kontekst i nie każde automatycznie oznacza ksenofobię. Warto jednak przyjrzeć się temu, co znajduje się pod powierzchnią: czy konkretny człowiek oceniany jest na podstawie rzeczywistego zachowania, czy też podejmowane wobec niego decyzję wynikają głównie z faktu, że należy on do określonej grupy? To zasadnicza różnica.
Można mieć negatywne doświadczenie z jakąś osobą i na tej podstawie wyciągnąć wnioski jej dotyczące. Natomiast ksenofobiczny mechanizm pojawia się wówczas, gdy to doświadczenie zaczyna służyć jako uzasadnienie dla oceny wszystkich ludzi, których uznaje się za podobnych.

„Obcy” nie zawsze znaczy cudzoziemiec

Jest jeszcze jeden aspekt ksenofobii, o którym rzadziej się mówi. Granica między „swoim” a „obcym” nie zawsze przebiega pomiędzy państwami. Czasem wystarczy inny język, akcent, sposób ubierania się, kolor skóry, religia czy obyczaj, aby ktoś został uznany za przybysza, nawet jeśli mieszka obok od wielu lat albo urodził się w tym samym mieście.
„Skąd naprawdę jesteś?” może być zwykłym pytaniem wynikającym z ciekawości. Może jednak również zawierać ukryte założenie, że jeśli ktoś wygląda inaczej lub ma nietypowo brzmiące nazwisko, więc jego przynależność do wspólnoty wymaga dodatkowego wyjaśnienia.
W ten sposób „obcość” staje się nie tyle faktem, ile kategorią tworzoną przez tych, którzy czują się gospodarzami danego miejsca.

Kiedy uprzedzenie staje się decyzją

Najpoważniejsze konsekwencje pojawiają się wówczas, gdy stereotyp przestaje być jedynie przekonaniem, a zaczyna wpływać na decyzje.
Na to, kto zostanie zatrudniony. Komu zostanie wynajęte mieszkanie. Kto zostanie zaproszony do zespołu. Czyj głos będzie uznany za wiarygodny. Kto zasłuży na „pasującego” do otoczenia. Wtedy uprzedzenie przestaje być prywatną opinią, a zaczyna tworzyć nierówność. Człowiek może zostać oceniony nie na podstawie tego, kim jest, co potrafi i jak się zachowuje, lecz na podstawie wyobrażenia o grupie, do której został przypisany.
To jeden z mechanizmów wspólnych dla wielu form dyskryminacji: najpierw pojawia się kategoria, potem stereotyp, następnie ocena, a w końcu decyzja.

Czy można być uprzedzonym, nie będąc tego świadomym?

Tak, można. I właśnie dlatego rozmowa o ksenofobii nie powinna ograniczać się do wskazywania osób jawnie wrogich cudzoziemcom.
Znacznie trudniejsze pytanie brzmi: jakie przekonania przejęliśmy bezrefleksyjnie?
Które żarty uznajemy za niewinne, ponieważ „przecież wszyscy tak mówią”? Jakie cechy automatycznie przypisujemy ludziom z określonych krajów? Czy potrafimy oddzielić własne doświadczenie od stereotypu dotyczącego całej grupy? Czy człowiek, którego spotykamy, ma szansę być po prostu sobą, zanim przypiszemy mu historię, charakter i intencje wynikające z jego pochodzenia?
I nie chodzi o to, aby podejrzliwie analizować każdą własną myśl. Chodzi raczej o świadomość, że przekonania nie powstają w próżni. Kształtują je rodzina, środowisko, media, język, doświadczenia i historie, które słyszymy od najmłodszych lat, bo świadomość własnych schematów jest pierwszym krokiem do tego, by nie pozwolić im decydować za nas.

Człowiek przed kategorią

Być może najprostszym sposobem przeciwdziałania ksenofobii jest przywracanie człowiekowi indywidualności. Zanim pomyślimy: „Jaki on jest?”, dlatego że pochodzi z określonego kraju, spróbujmy najpierw sprawdzić, jaki jest naprawdę.
Zanim uznamy czyjąś kulturę za dziwną, zastanówmy się, czy nie jest po prostu inna od tej, którą znamy.
Zanim przypiszemy komuś intencje, pozwólmy mu je rzeczywiście pokazać.
Nie oznacza to rezygnacji z krytycznego myślenia ani obowiązku akceptowania wszystkiego, co odmienne. Oznacza jedynie, że człowiek powinien mieć szansę zostać oceniony jako człowiek, a nie jako reprezentant kategorii. Bo największym problemem nie jest to, że istnieją między nami różnice, ale to, że z tych różnic budujemy hierarchię. A jeszcze wcześniej – że przestajemy widzieć w drugim człowieku kogoś konkretnego i zaczynamy widzieć „obcego”.

Topografia nierówności nie jest mapą miejsc, w których mieszkają „inni”. Jest mapą granic, które tworzymy między „nami” a „nimi”.

Obraz Edson Silva / Pixabay